wtorek, 17 lipca 2012
Przerywacz rozdziałów xd
Uch, wcisnę się tu między rozdziałami. Zauważyłam, że ktoś zaznaczył w mojej ankiecie, iż to opowiadanie jest okropne. Zwracam się więc do tego człowieka: masz rację xd
czwartek, 12 lipca 2012
Rozdział 1 cz.2
No i jest 2 cz. Tym razem spróbuję nie pisać tylu dialogów :) Ta część troszkę nierealna, ale trudno, w końcu miało być fantastyczne.
Rozdział 1 cz.2
Po pełnych mroku dniach wreszcie wzeszło słońce. I dosłownie, i metaforycznie. Pandora była szczęśliwa. Była ocalona.
- Dobrze, że w naszej stajni są konie ciężkie - mruknęła, jednak zaraz się opamiętała. - To znaczy, Shire'y.
Wygrzewała się na wozie (a może raczej siedziała pod jego ławkami) ciągniętym przez jej Zbawcę. Tego, który podsunął ten pomysł. I tego, którego razem z innym zapomnieli odpiąć od wózka.
- Już ci mówiłem, że jesteś koniem wierzchowym, który jest znacznie lżejszy... od nas.
Zamknęła oczy i pokiwała głową. Było jej dobrze. A może i kość się wkrótce zrośnie?
Wóz podskakiwał na coraz to kolejnych kamieniach. Szczęście dla Pandory, że była dosyć mała i udało jej się sprytnie położyć pod ławkami - oczywiście z małą pomocą innych. Teraz mogła i uciec od tego piekła, i miała zapewnione bezpieczeństwo.
- A gdy już dojedziemy, to co zrobicie?
- Najprawdopodobniej zostaniemy razem z tobą - mruknęli w tej samej chwili. Być może byli rodzeństwem, jednak klacz miała jeden argument, z resztą niepewny, aby tak twierdzić, jeśliby nie policzyć ich rasy.
- Przecież... Ale... Dlaczego? - zdziwiła się. Wcześniej, nie wiadomo czemu, unikano jej towarzystwa. Kara klacz potrząsnęła łbem, aż grzywa wpadła jej do oczu, przez co nie czuła się zbytnio... komfortowo.
- Nie poradzisz sobie sama. Masz złamaną nogę, jeszcze cie coś zje - mówiąc to, Zbawca porozumiewawczo puścił do niej oko - i będziesz sama. Całkiem sama. Gdy jesteś przyzwyczajona do towarzystwa, takie nagłe osamotnienie może źle wpłynąć na twoją psychikę.
"Nagłe osamotnienie? Też mi." - myślała Pandora, gdy nagle wóz podskoczył w górę i chyb jedynie silne nogi Shire'ów utrzymały konstrukcję w optymalnej odległości od ziemi.
Białe błyski latały po drodze. Nikt nie wiedział, czym one mogą być. Shire'y stanęły na tylnych nogach, przez co Pandora była o krok od wypadnięcia z wozu.
Zbawca i jego towarzysz zupełnie stracili orientację. Zaczęli biec wstecz, w bok, o mało nie wpadli w krzaki.
- Co się dzieje? - przerażonym głosem zapytała Pandora.
- Avreje - odpowiedział Zbawca.
Rozdział 1 cz.2
Po pełnych mroku dniach wreszcie wzeszło słońce. I dosłownie, i metaforycznie. Pandora była szczęśliwa. Była ocalona.
- Dobrze, że w naszej stajni są konie ciężkie - mruknęła, jednak zaraz się opamiętała. - To znaczy, Shire'y.
Wygrzewała się na wozie (a może raczej siedziała pod jego ławkami) ciągniętym przez jej Zbawcę. Tego, który podsunął ten pomysł. I tego, którego razem z innym zapomnieli odpiąć od wózka.
- Już ci mówiłem, że jesteś koniem wierzchowym, który jest znacznie lżejszy... od nas.
Zamknęła oczy i pokiwała głową. Było jej dobrze. A może i kość się wkrótce zrośnie?
Wóz podskakiwał na coraz to kolejnych kamieniach. Szczęście dla Pandory, że była dosyć mała i udało jej się sprytnie położyć pod ławkami - oczywiście z małą pomocą innych. Teraz mogła i uciec od tego piekła, i miała zapewnione bezpieczeństwo.
- A gdy już dojedziemy, to co zrobicie?
- Najprawdopodobniej zostaniemy razem z tobą - mruknęli w tej samej chwili. Być może byli rodzeństwem, jednak klacz miała jeden argument, z resztą niepewny, aby tak twierdzić, jeśliby nie policzyć ich rasy.
- Przecież... Ale... Dlaczego? - zdziwiła się. Wcześniej, nie wiadomo czemu, unikano jej towarzystwa. Kara klacz potrząsnęła łbem, aż grzywa wpadła jej do oczu, przez co nie czuła się zbytnio... komfortowo.
- Nie poradzisz sobie sama. Masz złamaną nogę, jeszcze cie coś zje - mówiąc to, Zbawca porozumiewawczo puścił do niej oko - i będziesz sama. Całkiem sama. Gdy jesteś przyzwyczajona do towarzystwa, takie nagłe osamotnienie może źle wpłynąć na twoją psychikę.
"Nagłe osamotnienie? Też mi." - myślała Pandora, gdy nagle wóz podskoczył w górę i chyb jedynie silne nogi Shire'ów utrzymały konstrukcję w optymalnej odległości od ziemi.
Białe błyski latały po drodze. Nikt nie wiedział, czym one mogą być. Shire'y stanęły na tylnych nogach, przez co Pandora była o krok od wypadnięcia z wozu.
Zbawca i jego towarzysz zupełnie stracili orientację. Zaczęli biec wstecz, w bok, o mało nie wpadli w krzaki.
- Co się dzieje? - przerażonym głosem zapytała Pandora.
- Avreje - odpowiedział Zbawca.
środa, 11 lipca 2012
Rozdział 1. cz. 1
Tak jak mówiłam, jest cz. 1 (i to dosyć szybko) Mam nadzieję, że się spodoba :)
Rozdział 1
Czy czułeś się kiedyś tak, jakby cały świat był przeciw tobie, nawet twoi najlepsi przyjaciele? Otóż tak właśnie czuła się Pandora, gdy się o tym dowiedziała. Z tą różnicą, że ona nie miała najlepszych przyjaciół. Nie miała żadnych przyjaciół.
Może fakt, że koń płacze, wydaje się wam śmieszny. Ale raczej nie można w inny sposób wyjaśnić cieczy, która spływała po jej głowie, dopływając do chrap i dalej.
Pandora miała 9 lat, nie więcej. Ponad połowa życia jeszcze przed nią. Dlaczego więc skazali ją na to?
Po jutrze jedzie do rzeźni. Nieodwołalnie.
- Może jednak się nad tym zastanowimy? W końcu to młoda klacz - rzekła Christina, studentka a zarazem żona właściciela Pandory.
- Już ci mówiłem, Christinko. Pandora już wyszła z wprawy. Nie może już skakać ani biegać - tym razem był to mąż Christiny, Matthew.
- Ponieważ złamała nogę - odpowiedziała z naciskiem na "złamała".
- Właśnie. Złamała. I co teraz?
- Pojedziemy z nią do weterynarza - Christina tym razem wyraźnie akcentowała każde słowo.
- To daj mi pieniądze - ten argument był niepodważalny.
Christina prawie zaczęła płakać. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że Pandora już to robiła.
***
- Co ci jest? - Pandora poczuła delikatny dotyk na swoim pysku.
- A ty czym się tak znowu interesujesz? - klacz nawet nie spojrzała na tamtego.
Usłyszała ciche rżenie. Może i powinna powiedzieć? Z resztą i tak jej to nie zaszkodzi.
- Jadę do rzeźni - wyszeptała.
Tym razem wzrok wszystkich koni w stajni zwrócił się ku niej. Usłyszała wiadomości przekazywane sobie półgłosem, a w oczach koni przerażenie.
- Nie możesz uciec? Ja bym uciekł - znowu zwrócił się do niej tamten. Teraz klacz ujrzała go. Był to rosły ogier maści kasztanowatej, który zapewne był najwyższy z tu zgromadzonych. Pandora widziała, jak się schyla, aby z nią rozmawiać.
- Nie... Złamałam nogę - spojrzała w jego oczy, tym razem prawdziwie przerażone.
"Czy ktoś ma jakiś pomysł?" - zdawał się pytać wzrokiem innych. Wszyscy z głośnym rżeniem rżeniem kręcili łbami.
- Więc jak pomożemy naszej przyjaciółce Pandorze? - rzeczona klacz chciała coś powiedzieć, jednak ogier od razu skarcił ją wzrokiem, przez co ucichła.
- Ja... Mam pomysł... - usłyszeli głos dobiegający z końca stajni. Głos, na dźwięk którego wszyscy się ucieszyli.
Rozdział 1
Czy czułeś się kiedyś tak, jakby cały świat był przeciw tobie, nawet twoi najlepsi przyjaciele? Otóż tak właśnie czuła się Pandora, gdy się o tym dowiedziała. Z tą różnicą, że ona nie miała najlepszych przyjaciół. Nie miała żadnych przyjaciół.
Może fakt, że koń płacze, wydaje się wam śmieszny. Ale raczej nie można w inny sposób wyjaśnić cieczy, która spływała po jej głowie, dopływając do chrap i dalej.
Pandora miała 9 lat, nie więcej. Ponad połowa życia jeszcze przed nią. Dlaczego więc skazali ją na to?
Po jutrze jedzie do rzeźni. Nieodwołalnie.
- Może jednak się nad tym zastanowimy? W końcu to młoda klacz - rzekła Christina, studentka a zarazem żona właściciela Pandory.
- Już ci mówiłem, Christinko. Pandora już wyszła z wprawy. Nie może już skakać ani biegać - tym razem był to mąż Christiny, Matthew.
- Ponieważ złamała nogę - odpowiedziała z naciskiem na "złamała".
- Właśnie. Złamała. I co teraz?
- Pojedziemy z nią do weterynarza - Christina tym razem wyraźnie akcentowała każde słowo.
- To daj mi pieniądze - ten argument był niepodważalny.
Christina prawie zaczęła płakać. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że Pandora już to robiła.
***
- Co ci jest? - Pandora poczuła delikatny dotyk na swoim pysku.
- A ty czym się tak znowu interesujesz? - klacz nawet nie spojrzała na tamtego.
Usłyszała ciche rżenie. Może i powinna powiedzieć? Z resztą i tak jej to nie zaszkodzi.
- Jadę do rzeźni - wyszeptała.
Tym razem wzrok wszystkich koni w stajni zwrócił się ku niej. Usłyszała wiadomości przekazywane sobie półgłosem, a w oczach koni przerażenie.
- Nie możesz uciec? Ja bym uciekł - znowu zwrócił się do niej tamten. Teraz klacz ujrzała go. Był to rosły ogier maści kasztanowatej, który zapewne był najwyższy z tu zgromadzonych. Pandora widziała, jak się schyla, aby z nią rozmawiać.
- Nie... Złamałam nogę - spojrzała w jego oczy, tym razem prawdziwie przerażone.
"Czy ktoś ma jakiś pomysł?" - zdawał się pytać wzrokiem innych. Wszyscy z głośnym rżeniem rżeniem kręcili łbami.
- Więc jak pomożemy naszej przyjaciółce Pandorze? - rzeczona klacz chciała coś powiedzieć, jednak ogier od razu skarcił ją wzrokiem, przez co ucichła.
- Ja... Mam pomysł... - usłyszeli głos dobiegający z końca stajni. Głos, na dźwięk którego wszyscy się ucieszyli.
Witaj, przybyszu!
A więc zapewne przypadkiem trafiłeś na mojego bloga. Więc, zupełnie przypadkiem, trafiaj tu troszkę częściej :) Będę tu publikowała moje wymysły (o, już się bójcie) a dokładniej historie koni (o matko). Tak sobie teraz myślę i postanawiam nazwać to Sny na jawie. Przynajmniej będzie się zgadzało z nazwą bloga :) Aby było jeszcze ciekawiej, dodam, że całość będzie zatrzymana w moich kochanych klimatach fantasty. Ale bez kolorowych jednorożców i pegazów rzygających tęczą... Niech reszta pozostanie owiana tajemnicą - pierwsza część pojawi się niedługo i będziecie mogli dowiedzieć się czegoś więcej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)