No i jest 2 cz. Tym razem spróbuję nie pisać tylu dialogów :) Ta część troszkę nierealna, ale trudno, w końcu miało być fantastyczne.
Rozdział 1 cz.2
Po pełnych mroku dniach wreszcie wzeszło słońce. I dosłownie, i metaforycznie. Pandora była szczęśliwa. Była ocalona.
- Dobrze, że w naszej stajni są konie ciężkie - mruknęła, jednak zaraz się opamiętała. - To znaczy, Shire'y.
Wygrzewała się na wozie (a może raczej siedziała pod jego ławkami) ciągniętym przez jej Zbawcę. Tego, który podsunął ten pomysł. I tego, którego razem z innym zapomnieli odpiąć od wózka.
- Już ci mówiłem, że jesteś koniem wierzchowym, który jest znacznie lżejszy... od nas.
Zamknęła oczy i pokiwała głową. Było jej dobrze. A może i kość się wkrótce zrośnie?
Wóz podskakiwał na coraz to kolejnych kamieniach. Szczęście dla Pandory, że była dosyć mała i udało jej się sprytnie położyć pod ławkami - oczywiście z małą pomocą innych. Teraz mogła i uciec od tego piekła, i miała zapewnione bezpieczeństwo.
- A gdy już dojedziemy, to co zrobicie?
- Najprawdopodobniej zostaniemy razem z tobą - mruknęli w tej samej chwili. Być może byli rodzeństwem, jednak klacz miała jeden argument, z resztą niepewny, aby tak twierdzić, jeśliby nie policzyć ich rasy.
- Przecież... Ale... Dlaczego? - zdziwiła się. Wcześniej, nie wiadomo czemu, unikano jej towarzystwa. Kara klacz potrząsnęła łbem, aż grzywa wpadła jej do oczu, przez co nie czuła się zbytnio... komfortowo.
- Nie poradzisz sobie sama. Masz złamaną nogę, jeszcze cie coś zje - mówiąc to, Zbawca porozumiewawczo puścił do niej oko - i będziesz sama. Całkiem sama. Gdy jesteś przyzwyczajona do towarzystwa, takie nagłe osamotnienie może źle wpłynąć na twoją psychikę.
"Nagłe osamotnienie? Też mi." - myślała Pandora, gdy nagle wóz podskoczył w górę i chyb jedynie silne nogi Shire'ów utrzymały konstrukcję w optymalnej odległości od ziemi.
Białe błyski latały po drodze. Nikt nie wiedział, czym one mogą być. Shire'y stanęły na tylnych nogach, przez co Pandora była o krok od wypadnięcia z wozu.
Zbawca i jego towarzysz zupełnie stracili orientację. Zaczęli biec wstecz, w bok, o mało nie wpadli w krzaki.
- Co się dzieje? - przerażonym głosem zapytała Pandora.
- Avreje - odpowiedział Zbawca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz