środa, 11 lipca 2012

Rozdział 1. cz. 1

Tak jak mówiłam, jest cz. 1 (i to dosyć szybko) Mam nadzieję, że się spodoba :)

Rozdział 1

 Czy czułeś się kiedyś tak, jakby cały świat był przeciw tobie, nawet twoi najlepsi przyjaciele? Otóż tak właśnie czuła się Pandora, gdy się o tym dowiedziała. Z tą różnicą, że ona nie miała najlepszych przyjaciół.     Nie miała żadnych przyjaciół.
 Może fakt, że koń płacze, wydaje się wam śmieszny. Ale raczej nie można w inny sposób wyjaśnić cieczy, która spływała po jej głowie, dopływając do chrap i dalej.
 Pandora miała 9 lat, nie więcej. Ponad połowa życia jeszcze przed nią. Dlaczego więc skazali ją na to?
Po jutrze jedzie do rzeźni. Nieodwołalnie.
- Może jednak się nad tym zastanowimy? W końcu to młoda klacz - rzekła Christina, studentka a zarazem żona właściciela Pandory.
- Już ci mówiłem, Christinko. Pandora już wyszła z wprawy. Nie może już skakać ani biegać - tym razem był to mąż Christiny, Matthew.
-  Ponieważ złamała nogę - odpowiedziała z naciskiem na "złamała".
- Właśnie. Złamała. I co teraz?
- Pojedziemy z nią do weterynarza - Christina tym razem wyraźnie akcentowała każde słowo.
- To daj mi pieniądze - ten argument był niepodważalny.
 Christina prawie zaczęła płakać. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że Pandora już to robiła.
***
- Co ci jest? - Pandora poczuła delikatny dotyk na swoim pysku.
- A ty czym się tak znowu interesujesz? - klacz nawet nie spojrzała na tamtego.
 Usłyszała ciche rżenie. Może i powinna powiedzieć? Z resztą i tak jej to nie zaszkodzi.
- Jadę do rzeźni - wyszeptała.
 Tym razem wzrok wszystkich koni w stajni zwrócił się ku niej. Usłyszała wiadomości przekazywane sobie półgłosem, a w oczach koni przerażenie.
- Nie możesz uciec? Ja bym uciekł - znowu zwrócił się do niej tamten. Teraz klacz ujrzała go. Był to rosły ogier maści kasztanowatej, który zapewne był najwyższy z tu zgromadzonych. Pandora widziała, jak się schyla, aby z nią rozmawiać.
- Nie... Złamałam nogę - spojrzała w jego oczy, tym razem prawdziwie przerażone.
 "Czy ktoś ma jakiś pomysł?" - zdawał się pytać wzrokiem innych. Wszyscy z głośnym rżeniem rżeniem kręcili łbami.
- Więc jak pomożemy naszej przyjaciółce Pandorze? - rzeczona klacz chciała coś powiedzieć, jednak ogier od razu skarcił ją wzrokiem, przez co ucichła.
- Ja... Mam pomysł... - usłyszeli głos dobiegający z końca stajni. Głos, na dźwięk którego wszyscy się ucieszyli. 

2 komentarze:

  1. Super,ja też piszę opowiadania ,na victorze jestem WikizMarsa,napisałam też kilka o koniach . Jeździsz konno?

    OdpowiedzUsuń